Stypendia artystyczne

Nasi podopieczni:

Bartłomiej Kardyś

„Nie pozwól umrzeć marzeniom”

Nazywam się Bartłomiej Kardyś i obecnie jestem studentem pierwszego roku Państwowego Studium Wokalno-Aktorskiego im. Danuty Baduszkowej w Gdyni. Jest to bez dwóch zdań miejsce, o którym marzyłem…

Zacznijmy od początku. Historia tego marzenia zaczyna się w Gliwicach, gdzie jako 16 letni chłopak trafiłem pod skrzydła Studia Aktorskiego Teatru „Wit-Wit”.  Chociaż moja ciężka sytuacja finansowa nie pozwalała mi opłacać czesnego, to Ewa i Staszek nie pozwolili mi odejść i przez wiele lat sponsorowali mój udział w zajęciach.  W tym czasie pomogli mi wynająć mieszkanie i zacząć samodzielne życie. Bardzo szybko dali mi możliwość pracy z profesjonalnym zespołem Teatru Wit-Wi. Zagrałem z nimi w „Baśni o Złotej Kaczce”, „Kopciuszku”, „Czerwonym Kapturku” „Opowieści Wigilijnej” „ W Oddaleniu”. Podczas tej współpracy wielokrotnie miałem możliwość jako młody aktor grać na scenie polonijnej w Londynie.

Fundacja Nasza scena powstała dzięki osobom, które gromadziły się wokół Witomskich, aby pomagać takim osobom jak ja. Jola i Sylwia to moje anioły, dzięki nim m.in. po raz pierwszy pojechałem na obóz narciarski do Włoch. Pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej i nigdy nie miałem takich możliwości, ze strony moich rodziców.  Dwa lata temu w tym samym roku, 2019 najpierw zmarł mój ojciec po nim kilka miesięcy później mama. Myślałem wtedy, że już nigdy nie będę mógł realizować swoich marzeń związanych z aktorstwem. Pomimo to, że od kilku lat nie miałem od rodziców żadnego wsparcia to mentalnie ich posiadałem i nie byłem sierotą. Mimo wszystko czułem się dość bezpiecznie.

W Gliwicach, z których pochodzę nie ma uczelni artystycznej, a studia w innym mieście graniczyły z cudem z powodów finansowych. Na szczęście Ewa i Staszek, zachęcili mnie abym nie rezygnował z marzeń.  Po raz kolejny dzięki Witomskim mogłem bezpłatnie uczestniczyć w kursie, który przygotował mnie do egzaminów wstępnych do szkoły aktorskiej. Fundacja Nasza Scena zaproponowała mi pomoc finansową, abym mógł podjąć studia w wymarzonej szkole artystycznej  w Gdyni.  Nie oszukujmy się, czasy są zwariowane i bardzo ciężko znaleźć pracę młodemu studentowi, tym bardziej, że sama szkoła pochłania ogromne zasoby mojego czasu. W czasie, gdy restauracje działały pracowałem jako kelner, ale niestety teraz pracy nie ma. Gdyby nie pomóc Fundacji myślę, że musiałbym odpuścić szkołę, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie byłoby mnie stać na utrzymanie. Jestem szalenie wdzięczny każdemu człowiekowi, który podał mi pomocną dłoń i uwierzył we mnie. Dlatego zachęcam was abyście nie bali się marzyć. Zawsze jest jakieś rozwiązanie czy możliwość, pod warunkiem , że spotkamy na swojej drodze odpowiednie osoby. Ja takie spotkałem…

Marzenie stało się faktem !!!